Po przeczytaniu komentarza Panny Nikt odruchowo zacząłem odpisywać:
"Ogarnąć się w sumie wcale nie jest aż tak trudno, wystarczy odrobina chęci i trochę samozaparcia."
Jednak przed kliknięciem na cudowny przycisk "Opublikuj" przeczytałem swoją myśl raz jeszcze i pomyślałem: Dobra dobra, ale skoro to takie proste, to czy ja się ogarnąłem? I tak, i nie.
Końcem roku 2011 podjąłem kilka (lub kilkadziesiąt, mniejsza z tym) postanowień na rok 2012. Niektóre z nich mniej problematyczne, inne bardziej. Jestem niezmiernie dumny, że udało mi się dotrzymać i/lub wprowadzić w życie niemal wszystkie z nich. Jednak teraz, kiedy wiatr rozwiał już prawie cały dym po mentalnych fajerwerkach na cześć mojego ostatniego sukcesu zacząłem widzieć więcej. A w zasadzie to mniej, bo nie zobaczyłem nic. Niespodzianka!
Zrobiłem co planowałem. Okej, ale co dalej?
I w tym oto mamy pewną zagwozdkę, której być nie powinno. Czego ja, do jasnej cholery, chcę?
Nie zrozumcie mnie źle: wiem czego tak ogólnie chcę od życia. Nie wiem co mam robić TERAZ, kiedy do tego dążę.
Mało osób, naprawdę niewielkie grono, posiada chęć i samozaparcie w tym do czego dąży, to co chce.
OdpowiedzUsuńTeż zadaję sobie to pytanie czego ja chcę, teraz, a zadaję je sobie pomimo tego, że nie do końca wiem czego chciałabym od życia.
Takież kminy do rozkminy. No wiesz.
Ta, bez dobrego skuna się nie da. ;)
UsuńAle tak poważnie - wszystko da się rozkminić, tylko nie zawsze ma się tyle czasu, ile potrzeba. W mojej sytuacji tylko teoretycznie zegarek mnie nie kłuje wskazówkami w cztery litery.
No niestety, bywa i tak.
UsuńBardzo dziękuję za komentarz,jest bardzo trafny.Widzę też po Twoich wpisach,że mamy podobne "problemy". Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń